Zmęczony misją Altaïr podążał w kierunku biura. Jego szata mieniła się szkarłatem jego własnej krwi. Był cały obolały od walki ale nie to w tej chwili zajmowało jego myśli.
Zastanawiał się co powie rafiq, gdy dowie się o niepowodzeniu tej misji. Przyznając się przed nim do porażki przyzna mężczyźnie wyższość jednak innego wyjścia nie widział.
Wskakując przez dach niepewnie wszedł do środka. Tam czekał już na niego siedzący przy biurku jednoręki, który słysząc hałas opadającego na ziemie ciała zwrócił wzrok ku górze.
Przez chwilę patrzył z zaciekawieniem na stojącego przed nim assassyna, który uparcie wpatrywał się w ziemię, jakby licząc, że ta się zapadnie i oszczędzi mu wstydu.
Zastanawiał się co powie rafiq, gdy dowie się o niepowodzeniu tej misji. Przyznając się przed nim do porażki przyzna mężczyźnie wyższość jednak innego wyjścia nie widział.
Wskakując przez dach niepewnie wszedł do środka. Tam czekał już na niego siedzący przy biurku jednoręki, który słysząc hałas opadającego na ziemie ciała zwrócił wzrok ku górze.
Przez chwilę patrzył z zaciekawieniem na stojącego przed nim assassyna, który uparcie wpatrywał się w ziemię, jakby licząc, że ta się zapadnie i oszczędzi mu wstydu.
- Gdzie twoje pióro? - zadrwił.
Nie otrzymując w zamian żadnej odpowiedzi wstał i powolnym krokiem zbliżył się do mężczyzny.
- Nawet prostej misji nie potrafisz wykonać. - kontynuował, w jego głosie słychać było kpinę z nieporadności towarzysza.
Nie otrzymując w zamian żadnej odpowiedzi wstał i powolnym krokiem zbliżył się do mężczyzny.
- Nawet prostej misji nie potrafisz wykonać. - kontynuował, w jego głosie słychać było kpinę z nieporadności towarzysza.
Altair obserwował jak rafiq okrąża go, po chwili chwycił jego szczęke i uniósł ją wyżej, tak by ten patrzył mu prosto w oczy.
- Jesteś do niczego. - wysyczał z ostrością, kładąc szczególny nacisk na ostatnie slowo. - Twoje marne osiągnięcia sprowadzają na mnie hańbę.
Zawsze opanowany szatyn był teraz wcieleniem najgorszych koszmarów, które nawiedzały upokorzonego assassyna. Wiedział, że mówiąc w ten sposób brunet będzie chciał udowodnić mu, że tak nie jest. I tak też się za chwile stało.
Zawsze opanowany szatyn był teraz wcieleniem najgorszych koszmarów, które nawiedzały upokorzonego assassyna. Wiedział, że mówiąc w ten sposób brunet będzie chciał udowodnić mu, że tak nie jest. I tak też się za chwile stało.
- Jak mogę ci to wynagrodzić. - wydukał altair opuszczając nisko głowę. Starał się za wszelką cenę unikać wzroku rozwścieczonego rafiqa.
Mężczyzna przyłożył ręce do brody w geście zastanowienia. Altair ujrzał błysk w jego oczach gdy palcem dłoni wskazał na wybrzuszenie ukryte pod szatą.
- Ssij go. - powiedział.
Długo nie musiał czekać gdyż Altair z zawstydzonym wyrazem twarzy zsunął z mężczyzny rozsznurowane spodnie i włożył skarb do buzi.
Fala gorąca zalała ciało Malika, nie wiedząc czym zająć ręce zacisnął je na włosach assassyna przyciskając go mocniej do wrażliwego na dotyk członka.
Altair probowal sie nie zakrztusić, lecz szło mu to nieporadnie. Przyzwyczajając swoje gardło do tak dużego rozmiaru począł delikatnie go ssać.
Malik stęķnął cicho poruszając lekko biodrami. Swoje spragnione spojrzenie utkwił w klęczym przed nim brunecie.
- Patrz mi w oczy - powiedział, a jego wargi spowił złośliwy uśmieszek. Wiedząc, że tym tylko bardziej upokorzy zawstydzonego assassyna.
Ten z bólem w oczach przeniósł wzrok do góry. Stwiedził, że dominujący w ten sposób szatyn strasznie go podnieca, lecz nigdy by tego głośno nie przyznał.
Stojący mężczyzna coraz szybciej poruszał biodrami, po chwili przeciągle jęknął. Usta Altaïra zalała gęsta ciecz, którą posłusznie zlizał czując na sobie naciskające spojrzenie.
Przecierając usta opadł na ziemie starając się wyrównać oddech.
- Więc...nikomu tego nie powiesz? - wysapał.
- Tym razem nie, lecz jeśli następnym razem zawiedziesz, przerżnę cię całego przy wszystkich.
Zadowolony ubrał spodnie i wyszedł z pokoju.
Mężczyzna przyłożył ręce do brody w geście zastanowienia. Altair ujrzał błysk w jego oczach gdy palcem dłoni wskazał na wybrzuszenie ukryte pod szatą.
- Ssij go. - powiedział.
Długo nie musiał czekać gdyż Altair z zawstydzonym wyrazem twarzy zsunął z mężczyzny rozsznurowane spodnie i włożył skarb do buzi.
Fala gorąca zalała ciało Malika, nie wiedząc czym zająć ręce zacisnął je na włosach assassyna przyciskając go mocniej do wrażliwego na dotyk członka.
Altair probowal sie nie zakrztusić, lecz szło mu to nieporadnie. Przyzwyczajając swoje gardło do tak dużego rozmiaru począł delikatnie go ssać.
Malik stęķnął cicho poruszając lekko biodrami. Swoje spragnione spojrzenie utkwił w klęczym przed nim brunecie.
- Patrz mi w oczy - powiedział, a jego wargi spowił złośliwy uśmieszek. Wiedząc, że tym tylko bardziej upokorzy zawstydzonego assassyna.
Ten z bólem w oczach przeniósł wzrok do góry. Stwiedził, że dominujący w ten sposób szatyn strasznie go podnieca, lecz nigdy by tego głośno nie przyznał.
Stojący mężczyzna coraz szybciej poruszał biodrami, po chwili przeciągle jęknął. Usta Altaïra zalała gęsta ciecz, którą posłusznie zlizał czując na sobie naciskające spojrzenie.
Przecierając usta opadł na ziemie starając się wyrównać oddech.
- Więc...nikomu tego nie powiesz? - wysapał.
- Tym razem nie, lecz jeśli następnym razem zawiedziesz, przerżnę cię całego przy wszystkich.
Zadowolony ubrał spodnie i wyszedł z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz