Przenoszę tutaj wszystkie teksty mojego autorstwa z Wattpada.

piątek, 12 października 2018

Stosunek

Orochimaru stał oparty o drzewo i ciężko dyszał. Kątem oka rozglądał się dookoła w poszukiwaniu ukrytych ninja, następnie spojrzał w dół na ręce mrużąc oczy ze złości. 
- Na co mi one kiedy nie mogę się nimi bronić?!
Sfrustrowany opadł na miękką trawę pozwalając sobie na odpoczynek. 
Przegrana bitwa i ucieczka kosztowały go wiele energii, a doznane obrażenia pomnażały konflikt wewnętrzny, który  teraz przeżywał. " Tego wszystkiego mógłbym uniknąć gdyby tylko Tsunade zgodziła się uleczyć  mi te cholerne kończyny".
Jego klatka piersiowa unosiła się dynamicznie w górę i w dół łapczywie wdychając powietrze. 
Wzrok utkwił w chmurach skupiając myśli na obmyśleniu nowego planu, który by nie zawiódł. 
Nagle piękny widok nieba spowił cień dziwnie przypominający twarz Jiraiyi.
Wyszczerzając oczy w zdziwieniu podniósł się do siadu, gdy czyjś paluch pstryknął go w nos. 
Rozmasowując obolałą część ciała spojrzał wzrokiem pełnym nienawiści na rozbawionego  sannina. 
Szybko rozważył możliwość odwrócenia jego uwagi i ucieczki ale wszystko wskazywało na to ze sannin nie zamierzał dać mu zwiać. 
-  Drugi raz mi nie uciekniesz sarenko, ze mną będziesz bezpieczna - zaśmiał się i zbliżył do Orochimaru.
Ten zszokowanym wzrokiem lustrował rękę, która oplotła jego biodro i przyciągnęła go bliżej, chciał się wyrwać, ale gdy odwrócił głowę twarz pustelnika znajdowała się tylko parę centrymetrow od jego własnej. 
Przez dłuższą chwilę obaj mężczyźni spoglądali na siebie z uwagą ciężko oddychając. Wzrok Orochimaru skupił się na ustach białowłosego, które ten zmysłowo oblizał.
- nawet o tym nie my... Jirayia widząc  swoją niepowtarzalną okazję wepchnął język w usta czarnowłosego rękę przesuwając na tyłek.
Nie udało mu się ukryć uśmiechu wypływającego na usta, że po tylu latach nareszcie będzie mógł urzeczywistnić swoje erotyczne fantazje względem czarnowłosego.
Silne uderzenie w brzuch odepchnęło go w tył.
- Co ty do cholery robisz?! Zazwyczaj opanowana i wyrachowana twarz sannina przyjęła teraz kolor purpury.
Nie czekając na odpowiedź strząsnął rękę pustelnika ze swojego "kupra" i w pośpiechu oddalił się w głąb lasu.
Nie uszedł daleko, jak usłyszał dreptanie i znowu ten irytujący głos.
- Może zawrzemy układ? - Jiraiyia w kilku susach znalazł się przed Orochimaru.
- Nie ma potrzeby.
Starał się go wyminąć ale ten chwycił go za rękę i wskazał w jakiś punkt przed nimi. 
 - Spójrz na ten las. Sądzisz, że  uda Ci się go pokonać w nienaruszonym stanie?
 - Jakoś się o to nie martwię. Rzucił chłodno. 
 - Orochimaru... - Poczuł ciepło na swoich policzkach gdy sannin chwycił go za podbródek. - Chyba nie jesteś aż  tak głupi. 
Białowłosy mówił to cicho, każde  słowo wypowiadając tak, jakby chciał  za wszelką cenę zmienić jego decyzję.
Czarnowłosy wyrwał twarz z uścisku i zmarszczył brwi w zastanowieniu.
 - Co chcesz w zamian? 
 - Jak sądzisz? Poklepał się po kroczu. 
Bezwstydnik...Orochimaru skrzyżował ramiona z niezadowoleniem i odwrócił głowę w geście silnej irytacji. 
Z drugiej strony wiedział, że  nie ma innego wyjścia, a nikogo innego tu nie było, więc musiał na to przystać. Z bólem serca kiwnął głową w kierunku lasu.
- Niech będzie. Chodźmy. - mruknął.  Jednak Jiraiyia nie ruszył się z miejsca.
- Na co czekasz?!
- Płatność z góry ^^. 
- chyba żartujesz - posłał oburzone spojrzenie w stronę rozzuchwalonego pustelnika, ale wyglądało na to, że mówił poważnie. 
Z szatańskim uśmiechem na ustach wskazał na spodnie węża, które po chwili wraz z koszulą i pasem znalazły się na trawie.
Orochimaru starał się zasłonić  to co najcenniejsze dla mężczyzny, ale zaraz zabrał ręce widząc kiwającą z dezaprobatą głowę erosannina. 
Po chwili podszedł do siedzącego na pieńku mężczyzny i klęknął przed nim tak jak ten mu palcem rozkazał.
Odgarniając włosy do tyłu chwycił nabrzmiałego członka i wsadził do buzi główkę  i zaczął ssać 
Rozpromieniony sannin nie szczędził komentarzy.
" Głębiej, wiem, że możesz " Kiedy nic się  nie zmieniło sam przysunął jego głowę bliżej. 
Czarnowłosy odskoczył jak oparzony.
W kąciku zabłyszczały mu łzy.
- Zwariowałeś?! 
Wykrzyczał i patrząc mu wyzywająco w oczy pochwycił go w usta celowo przygryzając skórę. 
Z satysfakcją obserwował jak uśmiech Jiraiyi szybko zmienia się w niezadowolenie. 
Nagle został szarpnięty za włosy i uniesiony do góry. 
- Pamiętaj. Jeśli mnie zaboli to i ciebie później też.
Taka motywacja w zupełności sanninowi wystarczyła...
***
 - Wypinaj się - rzucił krótko przeciągając zastygłe ciało. 
 - Przestań. A jak ktoś zobaczy? 
 - to zrobimy trójkącik ^^.
Ta myśl nie napawała czarnowłosego optymizmem ale posłusznie ułożył się  na trawie. 
 Erosennin wszedł w niego bez przygotowania. Orochimaru musiał mocno zacisnąć zęby, żeby by nie wydać z siebie żadnego jęku. 
Próbował nie odczuwać z tego stosunku żadnej przyjemności, lecz z każdym pchnięciem jego zapora malała i w końcu oddał się ogarniającemu podnieceniu. Czuł, że spełnienie jest już blisko. 
Oliwy do ognia dodawały klapsy, które dostawał z każdym ostrzejszym pchnięciem.Wkrótce  ruchy bioder stały się  chaotyczniejsze i jego wnętrze  zalała biała ciecz. 
Gdy wyrównał oddech czarnowłosy pośpiesznie rozejrzał się na boki w poszukiwaniu rzuconych wcześniej ubrań. I obrażony ruszył przed siebie nie czekając na powolnego Jiraiyie. Miał go serdecznie dość...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

II. Kara

  Ze snu wywołał Leonarda blady świt ciskający promieniami z okna. Wciąż czuł między udami ból po upojnej nocy z assassynem. Kątem oka zerk...