Minął tydzień od naszej upojnie spędzonej nocy. Od tego czasu Orochimaru nie opuścił swojego pokoju, do którego zakazał wstępu wszystkim włącznie ze mną.
Nie kryłem, ze ubodło mnie takie traktowanie, myślałem, że po tylu latach pracy i wyrzeczeń na rzecz gada w końcu obdarzy mnie jakimś zaufaniem. On jednak odciął się od świata nie przyjmując od nikogo nawet leków, twierdząc, że nie da się otruć.
Zmartwiony, po długiej walce z myślami postanowiłem pójść go odwiedzić gdy wartowniczy ninja pójdą na przerwę.
Zapukałem lecz gdy nie otrzymałem odpowiedzi chwyciłem za klamkę. Zdziwiłem się gdy drzwi okazały się zamknięte. W takim razie po co ich pilnują? Niespodziewanie poczułem chłodną dłoń na szyi, która gwałtownie się ścisnęła. Moje ręce oplotły węże blokując mi możliwość obrony. Powoli zostałem odwrócony. Od twarzy oprawcy dzieliło mnie kilka centymetrów. Z przerażeniem odkryłem, że był to Mistrz Orochimaru. Tym razem jego twarz była zimna, pozbawiona uśmiechu, a wzrok surowy i karcący. Jakby zupełnie nie pamiętał o tym, co miało miejsce. Nie miałem złudzeń, że mnie wykorzystał. Zlustrował mnie od góry do dołu podczas, gdy ja walczyłem o oddech. Widząc to uniósł mnie pare centymetrów nad ziemią.
Nerwowo przełknąłem ślinę przed tym, co miało się zaraz wydarzyć, lecz on niespodziewanie pochylił się i musnął moje wargi swoimi.
Gdy się od nich oderwał przejechał nosem po moim rozpalonym z emocji policzku aż dotarł do ucha.
- Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. - szepnął mocno uderzając w mój brzuch. Zwinąłem się z bólu próbując złapać oddech.
Kątem oka zauważyłem dwóch strażników idących w naszą stronę.
- Przywiązać go do krzesła w moim gabinecie. - wychrypiał i trzasnął drzwiami.
Dwóch postawnych kolosów od razu wzięło się do roboty, nie szczędząc mi bólu wykręcili mi do tyłu ręce.
Po chwili wprowadzili mnie do środka i kazali usiąść na krześle, do którego mnie przywiązali.
W pomieszczeniu panował połmrok, oświetlany jedynie lichym reflektorem, który skierowany był na moją twarz. Poczułem momentalnie znużenie przemieszane z bólem brzucha.
Dopiero gdy mężczyźni opuścili pokój Orochimaru zbliżył się do mnie wychodząc z cienia, w którym się wcześniej ukrywał.
Mocne światło sprawiło, że dostrzegłem każdą niedoskonałość jego skóry, w tym nieliczne poparzenia na dłoniach, przez które się ukrywał.
Drażniła mnie jego złość spowodowana kompleksami. Przecież i tak był bardzo piękny, piękniejszy od połowy świata. Jednak to mu widocznie nie wystarczało.
- chcesz znów mnie zobaczyć? Zapytał i nie czekając na odpowiedź zaczął zsuwać z siebie spodnie, obserwując dokładnie moją reakcję.
Mimo szczerych chęci nie udało mi się ukryć rumieńców na twarzy ani poruszenia w spodniach.
Z zadowoleniem usiadł na moich kolanach i obejmując mnie za kark począł bawić się moimi włosami.
Ze strachem i zmieszaniem przyglądałem się temu jak przez pięć minut bawi się ze skupieniem kosmykami siwych włosów. W końcu znudzony zabrał ręce i przysunął się bliżej. Jego usta znajdowały się teraz przy mojej szyi zdobiąc ją malinkami.
Moje spodnie stawały się coraz ciaśniejsze a temperatura rosła z minuty na minutę. Odchyliłem głowę dając mu szersze pole do popisu lecz on zignorował to znajdując nowy obiekt zainteresowania pod moją koszulką.
Wzdrygnąłem się pod wpływem zimna jakie ogarnęło moje ciało, lecz czując jak zahacza o mój sutek cicho westchnąłem.
Uśmiechnął się z satysfakcją. drugą rękę ułożył mi na kroczu masując je przez materiał. Swoje usta położył na moich penetrując ich wnętrze językiem.
Nie mogłem powstrzymać ogarniającej mnie ekscytacji, pod wpływem której zacząłem odwzajemniać jego namiętne pocałunki. Z chwili na chwilę były one coraz agresywniejsze i pewniejsze siebie.
W uszach szumiało mi z przyjemności, kiedy gwałtownie przerwał.
- Nie mam dziś ochoty na sex - powiedział ze smutkiem i odsunął się.
Już nic nie rozumiałem. Spojrzałem mimowolnie na jego krocze. Bokserki nie zmniejszyły się ani o milimetr. Jak to możliwe, że był w stanie powstrzymać swą rządzę?
Zauważając moje wahania uśmiechnął się szeroko i wycharczał w charakterystycznym dla siebie tonie.
- Będziesz mi potrzebny do o wiele bardziej interesujących rzeczy. Nie odmówisz mi prawda Kabuto? Jego dłoń błądziła po moim policzku, co zdekoncentrowało mnie do tego stopnia, że nie potrafiłem skupić myśli w sklejeniu sensownej odpowiedzi
- N-nie zawiodę, mistrzu.
- Zuch chłopak.
Wcale jednak nie patrzył na mnie jakby był tym zadowolony... Byłem podniecony i przywiązany, pozostawiony na jego łaskę. Znów droczył się z moim ciałem, którego nie mogłem kontrolować. Pragnąłem by pozwolił mi dojść.
Nie kryłem, ze ubodło mnie takie traktowanie, myślałem, że po tylu latach pracy i wyrzeczeń na rzecz gada w końcu obdarzy mnie jakimś zaufaniem. On jednak odciął się od świata nie przyjmując od nikogo nawet leków, twierdząc, że nie da się otruć.
Zmartwiony, po długiej walce z myślami postanowiłem pójść go odwiedzić gdy wartowniczy ninja pójdą na przerwę.
Zapukałem lecz gdy nie otrzymałem odpowiedzi chwyciłem za klamkę. Zdziwiłem się gdy drzwi okazały się zamknięte. W takim razie po co ich pilnują? Niespodziewanie poczułem chłodną dłoń na szyi, która gwałtownie się ścisnęła. Moje ręce oplotły węże blokując mi możliwość obrony. Powoli zostałem odwrócony. Od twarzy oprawcy dzieliło mnie kilka centymetrów. Z przerażeniem odkryłem, że był to Mistrz Orochimaru. Tym razem jego twarz była zimna, pozbawiona uśmiechu, a wzrok surowy i karcący. Jakby zupełnie nie pamiętał o tym, co miało miejsce. Nie miałem złudzeń, że mnie wykorzystał. Zlustrował mnie od góry do dołu podczas, gdy ja walczyłem o oddech. Widząc to uniósł mnie pare centymetrów nad ziemią.
Nerwowo przełknąłem ślinę przed tym, co miało się zaraz wydarzyć, lecz on niespodziewanie pochylił się i musnął moje wargi swoimi.
Gdy się od nich oderwał przejechał nosem po moim rozpalonym z emocji policzku aż dotarł do ucha.
- Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. - szepnął mocno uderzając w mój brzuch. Zwinąłem się z bólu próbując złapać oddech.
Kątem oka zauważyłem dwóch strażników idących w naszą stronę.
- Przywiązać go do krzesła w moim gabinecie. - wychrypiał i trzasnął drzwiami.
Dwóch postawnych kolosów od razu wzięło się do roboty, nie szczędząc mi bólu wykręcili mi do tyłu ręce.
Po chwili wprowadzili mnie do środka i kazali usiąść na krześle, do którego mnie przywiązali.
W pomieszczeniu panował połmrok, oświetlany jedynie lichym reflektorem, który skierowany był na moją twarz. Poczułem momentalnie znużenie przemieszane z bólem brzucha.
Dopiero gdy mężczyźni opuścili pokój Orochimaru zbliżył się do mnie wychodząc z cienia, w którym się wcześniej ukrywał.
Mocne światło sprawiło, że dostrzegłem każdą niedoskonałość jego skóry, w tym nieliczne poparzenia na dłoniach, przez które się ukrywał.
Drażniła mnie jego złość spowodowana kompleksami. Przecież i tak był bardzo piękny, piękniejszy od połowy świata. Jednak to mu widocznie nie wystarczało.
- chcesz znów mnie zobaczyć? Zapytał i nie czekając na odpowiedź zaczął zsuwać z siebie spodnie, obserwując dokładnie moją reakcję.
Mimo szczerych chęci nie udało mi się ukryć rumieńców na twarzy ani poruszenia w spodniach.
Z zadowoleniem usiadł na moich kolanach i obejmując mnie za kark począł bawić się moimi włosami.
Ze strachem i zmieszaniem przyglądałem się temu jak przez pięć minut bawi się ze skupieniem kosmykami siwych włosów. W końcu znudzony zabrał ręce i przysunął się bliżej. Jego usta znajdowały się teraz przy mojej szyi zdobiąc ją malinkami.
Moje spodnie stawały się coraz ciaśniejsze a temperatura rosła z minuty na minutę. Odchyliłem głowę dając mu szersze pole do popisu lecz on zignorował to znajdując nowy obiekt zainteresowania pod moją koszulką.
Wzdrygnąłem się pod wpływem zimna jakie ogarnęło moje ciało, lecz czując jak zahacza o mój sutek cicho westchnąłem.
Uśmiechnął się z satysfakcją. drugą rękę ułożył mi na kroczu masując je przez materiał. Swoje usta położył na moich penetrując ich wnętrze językiem.
Nie mogłem powstrzymać ogarniającej mnie ekscytacji, pod wpływem której zacząłem odwzajemniać jego namiętne pocałunki. Z chwili na chwilę były one coraz agresywniejsze i pewniejsze siebie.
W uszach szumiało mi z przyjemności, kiedy gwałtownie przerwał.
- Nie mam dziś ochoty na sex - powiedział ze smutkiem i odsunął się.
Już nic nie rozumiałem. Spojrzałem mimowolnie na jego krocze. Bokserki nie zmniejszyły się ani o milimetr. Jak to możliwe, że był w stanie powstrzymać swą rządzę?
Zauważając moje wahania uśmiechnął się szeroko i wycharczał w charakterystycznym dla siebie tonie.
- Będziesz mi potrzebny do o wiele bardziej interesujących rzeczy. Nie odmówisz mi prawda Kabuto? Jego dłoń błądziła po moim policzku, co zdekoncentrowało mnie do tego stopnia, że nie potrafiłem skupić myśli w sklejeniu sensownej odpowiedzi
- N-nie zawiodę, mistrzu.
- Zuch chłopak.
Wcale jednak nie patrzył na mnie jakby był tym zadowolony... Byłem podniecony i przywiązany, pozostawiony na jego łaskę. Znów droczył się z moim ciałem, którego nie mogłem kontrolować. Pragnąłem by pozwolił mi dojść.
- Zachowałeś się karygodnie chcąc oszukać moje zabezpieczenia. Znów byłeś nieposłuszny moim rozkazom. Ton jego głosu wskazywał jakby był czymś rozczarowany, ale wiedziałem, że była to tylko gra, która miała na celu uśpić moją czujność.
- Wybacz mi mistrzu, martwiłem się o stan twego zdrowia. Odparłem zdognie z prawdą.
- Rozczulasz mnie swoją prawdomównością jednak muszę cię za to ukarać..50 batów.
Spuściłem z pokorą głowę, na co on uspokajająco pogłaskał mnie po karku.
- Nie martw się Kabuto, osobiście dopilnuje by pozostały ślady na tym idealnym ciele. Roześmiał się i ucałowal mój kark.
Pozwól, że cię rozbiorę.
Poluzował moje węzły bym mógł wyciągnąć ręce po chwili każąc mi się rozebrać i wypiąć. Gdy to robiłem obserwował mnie wygłodniałym wzrokiem, który zmienił się w sadystyczny, jak sięgał po bat.
Chwilę napawał się widokiem mojego nagiego wypiętego ciała, a we mnie rosła niecierpliwość. Chciałem mieć to już za sobą.
Kilka sekund później pojawił się pierwszy strzał, a później drugi, trzeci i czwarty. Ogromna fala bólu wstrząsnęła moim ciałem. Te baty były inne od tych, które zazwyczaj dawał, były brutalne jakby wykonywała je nieczuła bestia, którą wewnętrznie był. Skuliłem się, a po mojej brodzie ściekał wodospad łez.
Zatrząsłem się z zimna co nie spodobało się mistrzowi. Kazał mi się wypiąć mocniej i rozszerzyć nogi, kolejne uderzenie padło na moje klejnoty. Zemdlałem z bólu.
- Wybacz mi mistrzu, martwiłem się o stan twego zdrowia. Odparłem zdognie z prawdą.
- Rozczulasz mnie swoją prawdomównością jednak muszę cię za to ukarać..50 batów.
Spuściłem z pokorą głowę, na co on uspokajająco pogłaskał mnie po karku.
- Nie martw się Kabuto, osobiście dopilnuje by pozostały ślady na tym idealnym ciele. Roześmiał się i ucałowal mój kark.
Pozwól, że cię rozbiorę.
Poluzował moje węzły bym mógł wyciągnąć ręce po chwili każąc mi się rozebrać i wypiąć. Gdy to robiłem obserwował mnie wygłodniałym wzrokiem, który zmienił się w sadystyczny, jak sięgał po bat.
Chwilę napawał się widokiem mojego nagiego wypiętego ciała, a we mnie rosła niecierpliwość. Chciałem mieć to już za sobą.
Kilka sekund później pojawił się pierwszy strzał, a później drugi, trzeci i czwarty. Ogromna fala bólu wstrząsnęła moim ciałem. Te baty były inne od tych, które zazwyczaj dawał, były brutalne jakby wykonywała je nieczuła bestia, którą wewnętrznie był. Skuliłem się, a po mojej brodzie ściekał wodospad łez.
Zatrząsłem się z zimna co nie spodobało się mistrzowi. Kazał mi się wypiąć mocniej i rozszerzyć nogi, kolejne uderzenie padło na moje klejnoty. Zemdlałem z bólu.
Gdy się ocknąłem cierpienie przeszywało mnie całego. Moje ciało było całe w sińcach i czerwonych śladach po biczu. Gdzieniegdzie pojawiła się krew skąd wiedziałem, że jeszcze długo po utraceniu świadomości mnie karał.
Starałem się powoli wstać z podłogi lecz powstrzymał mnie but Orochimaru stojący na mojej dłoni.
- Mistrzu - jęknąłem błagalnie ale zamiast litości kopnął mnie w ramie przewracając na plecy.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem.
Potem jeszcze długo maltretował moje ciało aż stało się brzydsze i bardziej poranione od jego. Na koniec wyszedł mówiąc, że widzimy się jutro o 8.
Mimo takiego upokorzenia pragnąłem mu dalej służyć i być wiernym licząc, że kiedyś stanę się dla niego wartościowy.
Starałem się powoli wstać z podłogi lecz powstrzymał mnie but Orochimaru stojący na mojej dłoni.
- Mistrzu - jęknąłem błagalnie ale zamiast litości kopnął mnie w ramie przewracając na plecy.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem.
Potem jeszcze długo maltretował moje ciało aż stało się brzydsze i bardziej poranione od jego. Na koniec wyszedł mówiąc, że widzimy się jutro o 8.
Mimo takiego upokorzenia pragnąłem mu dalej służyć i być wiernym licząc, że kiedyś stanę się dla niego wartościowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz