Przenoszę tutaj wszystkie teksty mojego autorstwa z Wattpada.

piątek, 12 października 2018

Przebaczenie

   Znajdowałem się w otchłani korytarza, którego ciszę przerywało jedynie szaleńcze bicie mojego serca. Strach paraliżował całe moje ciało wywiercając z każdą sekundą dziurę w brzuchu. 
 Byłem bezradny, nie miałem dokąd uciec. Czułem zbliżającą się śmierć, przed którą nie mogłem się uchronić. 
 Wiedziałem, że nie mam szansy na litość ze strony mojego Mistrza. On mi tego nigdy nie wybaczy.
Z ociąganiem pociągnąłem za klamkę i wkroczyłem do środka. 
Pomieszczenie pogrążone było w mroku i duchocie spowodowanej brakiem przypływu świeżego powietrza. Moje oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności dzięki czemu z łatwością namierzyłem Orochimaru leżącego w łóżku. 
Zbliżyłem się w duchu modląc by darował mi życie. 
Byłbym w stanie znieść każde poniżenie, byle tylko móc przeżyć i mu służyć. 
Chciałem się nim opiekować najlepiej jak potrafię, aby już nigdy nie cierpiał tak jak teraz....
 Gdy znalazłem się tuż przy jego łóżku przyklęknąłem łapiąc go za rękę. 
Czułem chłód bijący z jego oczu przemieszany z rosnącą niecierpliwością. Gotów by w każdej chwili mnie zabić. Mimo wszystko nie cofnął dłoni pozwalając myśleć mi, że wszystko jest dobrze...do czasu.
 - Zawaliłeś misje. - odezwał się. Od tonu jego glosu przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze. 
Schyliłem z pokorą głowę i całując go w dłoń załkałem.
 - Wybacz mi mistrzu, to się więcej nie powtórzy. 
 - Już raz darowałem ci życie, dlaczego miałbym to zrobić i teraz? Zakpił, oblizując się swoim gadzim językiem. Miał z tego niezły ubaw, podczas gdy ja trzęsłem się jak galareta czekając  na wyrok.
Moje usta zadrżały, a z oczu popłynęły łzy podczas gdy on uspokajająco kreślił kółka na mojej dłoni, w końcu mocniej przyciskając zmusił mnie bym spojrzał na niego. 
Ściągając mi okulary i łapiąc za włosy przyciągnął moje ucho do swoich ust. 
 - Bez obaw Kabuto. - wyszeptał, zmysłowo zaczepiając końcówką języka o małżowine. - Nic ci nie grozi. - uśmiechnął się, a mnie przeszła kolejna fala, lecz tym razem podniecenia. 
Jeżeli wcześniej czułem niepokój to teraz czułem, że cały wewnętrznie dygocze od jego erogennych słów. Nigdy nie potrafiłem przewidzieć działań swojego Mistrza, to sprawiało, że był jeszcze bardziej pociągający. 
Lecz on niespodziewanie mnie puścił pozwalając bym odsunął się na stosowną odległość. 
 - W zamian za to będziesz musiał coś dla mnie zrobić, bym dłużej się nie gniewał. - westchnął odkrywając pościel, pod którą kryło się wybrzuszenie w szacie szatyna.
 Ze wstydem spojrzałem w tamtą stronę, w duchu starając się uspokoić lecz zdradził mnie wpływający na twarz rumieniec.
Pierwszy raz widziałem by jakiemuś chłopcu stał na mój widok, a co dopiero wielkiemu mistrzowi.
 Orochimaru usiadł na skraju łóżka rozchylając zachęcająco nogi skinął bym podszedł. 
 - Chcę byś go wziął głęboko w gardło. - gdy to mówił jego twarz pokrył sadystyczny uśmiech. 
Mój wcześniejszy strach ustępował rosnącemu podnieceniu i pragnieniu by w końcu mnie wziął. Starałem się nie myśleć o wstydzie jaki mi towarzyszył. Nie miałem prawa myśleć w ten sposób o moim mistrzu, jednak nie mogłem oprzeć się chęci dotknięcia jego młodej skóry. 
Z wahaniem dobyłem jego spodni, rozpinając je powoli. 
Zniecierpliwiony gad rozerwał materiał i wsadził mi członka do ust, odchylając głowę w przyjemności. 
Starałem dopasować się do jego sapnięć,  lecz po chwili to on przejął kontrolę poruszając się w przód i tył. 
W pewnym momencie wsadził go tak głęboko, że się zakrztusiłem lecz on tylko spojrzał bezlitośnie i ze złośliwym uśmiechem wsadził go spowrotem do moich ust. 
Gdy przyzwyczaiłem się trochę do jego rozmiaru począłem piescić go na wszelkie sposoby.
Po jakimś czasie westchnienia mistrza stały się intensywniejsze i bardziej zmysłowe. Jego młodziutka skóra była bardzo delikatna na dotyk, szczególnie w tamtym miejscu, co nieudolnie starał się ukryć. 
Po chwili doszedł w moje usta, trzymając mnie z tyłu głowy by uniemożliwić mi odsunięcie się. 
 -Połknij - wychrypiał a jego oczy zalśniły z ekscytacji.
Posłusznie wykonałem polecenie i gdy zabierałem się wstania pogroził mi palcem.
 - To jeszcze nie koniec. 
Jego ciało z łomotem opadło na ziemię przyszpilając moje nadgarstki do podłoża. Mój penis znajdował się teraz między jego udami. Wyczuwając moje wybrzuszenie zaczął wodzić po nim ręką. Nieśpiesznie, jakby sie bawiąc jednocześnie doprowadzając mnie tym na skraj wyczerpania. Pragnąłem by już zdjął mi spodnie. Wyczuwając to powoli zsunął materiał uwalniając go. 
Po chwili przysunął swoją twarz do mojej złączające nasze usta w łapczywym pocałunku. W tym samym czasie chwycił ręką mojego penisa i nadział się na niego. Od razu zaczął poruszać biodrami, zupełnie jakby rozmiar nie stanowił dla niego problemu. Czułem jak jego wnętrze mocno zaciska się wokół pulsującego członka . Sycząc z bólu kontynuował, aż w końcu usiadł na nim do końca.   Cierpienie wykrzywiało mu twarz, lecz wiedziałem, że w rzeczywistości bardzo mu się to podoba. Poruszał się natarczywie, aż nie osiągnął satysfakcji z tryskającej z niego krwi. Przerażała mnie dzikość w jego oczach, gdy mnie ujeżdżał lecz nie chciałem mu przerywać wiedząc, że za to mógłbym zginąć. Jakiekolwiek odebranie Mistrzowi przyjemności równało się ze śmiercią. Nie chciałem ryzykować, tym bardziej, że mnie też zaczęło się to podobać. 
Słyszałem jak między pchnięciami krzyczy głębiej i jak przyciska swoje uda do moich w geście rosnącego w nim masochizmu. Wyciekająca z niego krew spływała po jego udach plamiąc wykładzinę, którą później będę musiał szorować...niedługo potem doszedł wykrzykując moje imię. Czując, że sam zbliżam się do orgazmu wysunąłem z niego swój skarb, chcąc dojść w chusteczkę. 
Jego stanowcza ręka powstrzymała mnie, i nachylając się do niego wziął mnie w usta połykając dowód mojej przyjemności. 
Zakrwawiony opadł na łóżko z wyczerpania. Wciąż był bardzo słaby po ataku na Konohe.
Przykrywając go kocem szybkim ruchem skierowałem się do wyjścia podciągając spodnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

II. Kara

  Ze snu wywołał Leonarda blady świt ciskający promieniami z okna. Wciąż czuł między udami ból po upojnej nocy z assassynem. Kątem oka zerk...