Wieść o powrocie Itachiego do Konohy spadła na wioskę z hukiem niczym opadająca na klawisze klapa od pianina. Rozciągające się na niebie ponure chmury pozostawiały widmo zbliżającej się katastrofy dla czekających na potwierdzenie zaintrygowanych ludzi.
Sasuke pobudzony wizją zobaczenia się z bratem, na którym naiwnie chciał by dokonała się zemsta przetrząsał w mieście każdy kąt.
Naruto pozostając w tyle biegł ile sił w nogach by dorównać brunetowi, który w zaślepieniu przeszukiwał okolicę nie zważając na potrącanych przez niego bluzgającyh ludzi.
Po jakimś czasie ułożył się wzdłuż muru pokonany przez własną kondycję.
Chciał jak najszybciej zobaczyć się z bratem. Jego rosnąca w sercu pycha zapewniała go, że jest gotowy walczyć z nim na równi i wydrzeć Itachiemu zabraną klanowi Uchiha chlubę.
Starając się przywrócić oddech usłyszał kroki blondyna. Naruto z ulgą rzucił się na ziemię obok niego, dziękując w duchu, że to już koniec poszukiwań.
- Jeżeli chce się przede mną ukrywać, niech się ukrywa. Znajdę go, jak nie dziś to jutro,ale znajdę - wysapał zachłannie wpuszczając powietrze do płuc. W odpowiedzi na groźbę uzyskał tylko zatroskany wzrok przyjaciela wbity w zaczerwienioną od biegu twarz.
Sasuke pobudzony wizją zobaczenia się z bratem, na którym naiwnie chciał by dokonała się zemsta przetrząsał w mieście każdy kąt.
Naruto pozostając w tyle biegł ile sił w nogach by dorównać brunetowi, który w zaślepieniu przeszukiwał okolicę nie zważając na potrącanych przez niego bluzgającyh ludzi.
Po jakimś czasie ułożył się wzdłuż muru pokonany przez własną kondycję.
Chciał jak najszybciej zobaczyć się z bratem. Jego rosnąca w sercu pycha zapewniała go, że jest gotowy walczyć z nim na równi i wydrzeć Itachiemu zabraną klanowi Uchiha chlubę.
Starając się przywrócić oddech usłyszał kroki blondyna. Naruto z ulgą rzucił się na ziemię obok niego, dziękując w duchu, że to już koniec poszukiwań.
- Jeżeli chce się przede mną ukrywać, niech się ukrywa. Znajdę go, jak nie dziś to jutro,ale znajdę - wysapał zachłannie wpuszczając powietrze do płuc. W odpowiedzi na groźbę uzyskał tylko zatroskany wzrok przyjaciela wbity w zaczerwienioną od biegu twarz.
Dzień powoli się kończył o czym informowało siniejące z minuty na minuty niebo, a po posiadaczu sharinngana nie było ani śladu.
Zrezygnowany utkwił twarz w chmurach obarczając je zbolałym od zniecierpliwienia spojrzeniem.
Zrezygnowany utkwił twarz w chmurach obarczając je zbolałym od zniecierpliwienia spojrzeniem.
Itachi tego wieczoru przebywał w kącie dusznego pomieszczenia, na którego ścianach dyndały prowokująco jaskrawe neony. Rozchylając wargi zatopił się w wypełnionym po brzegi alkoholem kieliszku. Czuł wrząca wewnątrz w oczekiwaniu krew, która przypominała sztorm na morzu.
Czuł jego obecność. Czuł, że jest wystarczająco blisko by wzbudzić niepokój zbierający się na dnie serca Sasuke. Tylko ta "daleka bliskość" dzieliła go od jego zguby.
*
Czuł jego obecność. Czuł, że jest wystarczająco blisko by wzbudzić niepokój zbierający się na dnie serca Sasuke. Tylko ta "daleka bliskość" dzieliła go od jego zguby.
*
Sasuke wracał do domu niezniechęcony niepowodzeniem. Skończyło się fiaskiem, ale co z tego? Znajdzie go tak czy inaczej. Jeśli to wszystko, o czym mówił mu Kakashi jest prawdą , wkrótce sam się pokaże. A wtedy go odnajdzie. Do tego czasu skupi się na nauce. Jeśli mu się poszczęści z ocenami za rok o tej samej porze będzie w wymarzonej Akademii, a Itachi zniknie na zawsze. Wsiąknie w ziemię dzieląc los ich rodziców. Ta myśl wydawała się na tyle realistyczna, że zdołała zapewnić Sasuke, że wszystko się ułoży i pozwoliła skupić jego uspokojone myśli na portrecie, jaki mieli wykonać na jutrzejsze zajęcia. Prawie by o tym zapomniał w tym całym zamieszaniu, gdyby nie żegnający się z nim Naruto. W umyśle Sasuke wrzało ale nie mógł dać się ponieść zbędnej ekscytacji z powodu powrotu swojego największego wroga. Z duszą na ramieniu postawił pierwszą kreskę na płótnie. Pozbawioną stabilności jak on sam. Rosnąca w nim nadzieja podpowiadała, że po jego śmierci wszystko wróci do normalności.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz